W sobotę zorganizowaliśmy jako Razem piknik i konferencję prasową w Kaliszu, w Parku Przyjaźni. To był kolejny przystanek naszego Tęczowego Lata, czyli akcji, w ramach której jeździmy po Wielkopolsce poza Poznaniem. Było chłodno, ale ludzie i tak przyszli: z flagami, z tabliczkami zrobionymi w domu, pod namiotem z odręcznym napisem „Duma. Gniew”.
Do mniejszych miast jeździmy z rozmysłem. O Poznaniu, Warszawie czy Krakowie mówi się dużo. My chcemy mówić o Kaliszu, Ostrowie, Śremie, Lesznie, Koninie i Pile, czyli o miastach powiatowych, w których bycie sobą wciąż bywa problemem.
Zacznę od rzeczy najprostszej. Razem zawsze stało i będzie stało po stronie równości i osób mniejszościowych. Dla mnie to nie jest kwestia koniunktury, tylko fundament. Nasze postulaty są jasne i nie zmieniają się zależnie od sondaży: pełna równość małżeńska, finansowanie procedury korekty płci z NFZ dla osób, które jej potrzebują, oraz prawo do adopcji dzieci przez pary jednopłciowe.
W Kaliszu mówiłem pod hasłem, które sami sobie wybraliśmy: duma, gniew i odwaga. I tak też chcę opisać ten dzień.

Duma
Duma należy się wszystkim osobom queer. Nie tylko tym z wielkich miast, gdzie w czerwcu wisi flaga na ratuszu, ale przede wszystkim tym z mniejszych miejscowości, które chcą móc powiedzieć bez lęku: jestem stąd, tu żyję, tu jest mój dom.
Kiedy patrzyłem na ludzi, którzy przyszli, myślałem o tym, jak niewiele w gruncie rzeczy proszą. Nie chcą przywilejów. Chcą wyjść z domu, przejść przez rynek swojego miasta i wrócić cało. Chcą trzymać kogoś za rękę i nie liczyć, kto akurat patrzy.
Bezpieczne życie w swoim mieście to nie przywilej. To minimum.
Tego minimum wciąż nie mamy. Dlatego duma na takim pikniku to nie impreza, tylko deklaracja: jesteśmy i nie znikniemy.
Gniew
Do Kalisza przyjechaliśmy też ze złością i nie zamierzam tego owijać.
Koalicja Obywatelska obiecała i nie dowozi. Zawsze jest „nie teraz” i „nie ten moment”. Co wybory KO przychodzi do społeczności LGBTQ po głosy, a po wyborach nasze problemy przestają istnieć. Znam to na pamięć i mam tego dość.
Dlatego nie czekaliśmy na kolejne deklaracje, tylko sprawdziliśmy praktykę. Zapytaliśmy w trybie dostępu do informacji publicznej urzędy w Ostrowie i Kaliszu o jedną konkretną rzecz: czy będą transkrybować zagraniczne akty małżeństwa par jednopłciowych.

To nie jest pytanie akademickie. Para, która wzięła ślub za granicą, wraca do Polski i idzie do urzędu stanu cywilnego. Chce, żeby państwo, w którym płaci podatki, uznało jej małżeństwo. Urząd może to zrobić albo odmówić.
W Ostrowie prezydent Klimek, mimo lewicowego szyldu, uchyla się od odpowiedzialności za decyzje własnego środowiska politycznego. W Kaliszu nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Urzędy czekają na sygnał z rządu, a rząd milczy. Wszyscy liczą, że decyzję podejmie ktoś inny. A za tym „poczekajmy” stoją konkretni ludzie i ich życie. Stąd nasz gniew.
Odwaga
Zostaje trzecie słowo, najtrudniejsze.
Dwa tygodnie przed piknikiem ktoś zaatakował Bartka, tego samego Bartka Kornackiego, który ten piknik zorganizował. Napastnik rozpoznał go na ulicy i uderzył za to, że działa na rzecz osób LGBTQ i że sam jest osobą queer. Kilka dni później pobito Kubę, za samą tęczową koszulkę. To nie są historie z gazety, to są moi ludzie.
Nie musieliśmy zresztą sięgać pamięcią daleko. Tego samego dnia, kilkadziesiąt metrów od nas, stała kontrmanifestacja Konfederacji Korony, środowiska Grzegorza Brauna. Wyczytywano stamtąd rzeczy, których nie chce mi się nawet cytować: wyzwiska i wyssane z palca oskarżenia o osobach queer, z tym najpodlejszym, sugerującym pedofilię, na czele. Widać to wprost na ich banerach, jeden załapał się nawet w tło zdjęcia na górze wpisu.
Dla mnie to było kilka godzin jednego popołudnia. Dla osób, które stały tam ze mną, te same oskarżenia nie są wyjątkiem, tylko codziennością. Słyszą je w pracy, w szkole, od sąsiada, czasem od własnej rodziny. Ja po pikniku wsiadłem w auto i pojechałem do domu, a one żyją z tym cały czas.

W mniejszych miastach okazywanie dumy wciąż bywa aktem odwagi, a nie codziennością. Napiszę teraz o czymś, co sam przeżyłem. Rok temu w Ostrowie, mimo naprawdę dużej obstawy policji, poleciały w naszą stronę petardy hukowe. Taki huk zostaje w człowieku. Podskakujesz, przez sekundę nie wiesz, co się dzieje, a potem musisz zdecydować, czy się schować, czy stać dalej. Staliśmy dalej, ale to nie powinno tak wyglądać. Nikt nie powinien iść na pokojowy piknik nastawiony na wybuch.
Dlatego tam jeździmy. Żeby nikt nie musiał iść z tą dumą sam.
Partia Razem zawsze będzie stała u Waszego boku. Nie pójdziecie sami.

Dlaczego mi na tym zależy
Powiem teraz to, co jest mi najbliższe. Jeżeli w miastach powiatowych, poza wielkimi aglomeracjami, obecność osób queer nie stanie się czymś zwyczajnym, ci ludzie po prostu wyjadą. Spakują się i pojadą tam, gdzie mogą normalnie żyć. Nie mam im tego za złe, sam pewnie zrobiłbym to samo.
Tyle że to są czyjeś wnuki, czyjeś dzieci, czyjeś przyjaciele. Każda osoba, która ucieka z Ostrowa, z Kalisza czy ze Śremu do Poznania albo za granicę, to ubytek, którego te miasta nie odrobią. Dużo dziś mówimy o wyludnianiu małych miast i o demografii. Rzadko ktoś powie wprost, że jednym z paliw tego procesu jest zwykły deficyt tolerancji. Miasto, które nie potrafi zaakceptować własnych mieszkańców, samo się z nich ogałaca.
Na koniec
Wracam do naszych postulatów, bo one to wszystko domykają. Równość małżeńska zamyka ten problem. Chcę, żeby to wybrzmiało jasno: nikt nie traci żadnych praw przez to, że pary jednopłciowe zyskają prawo do ślubu. Twoje małżeństwo nie stanie się przez to mniej ważne. Po prostu ktoś obok będzie mógł mieć swoje.
Normalność jest potrzebna na już.
Tęczowe Lato jedzie dalej, między innymi do Leszna, Ostrowa, Konina, Piły i Śremu. Do zobaczenia na trasie.
Galeria
Zdjęcia z Pikniku Równości w Kaliszu, 4 lipca 2026. Autorka: Lilia Wołłowicz.


























