Podnieś płacę minimalną, a ludzie stracą pracę? Tak twierdzi liberalny dogmat, a prawdziwa ekonomia mówi coś innego


“Podnieś płacę minimalną, a firmy zaczną zwalniać, przecież to podstawy ekonomii”. Słyszę to przy każdej dyskusji o najniższej pensji, od organizacji pracodawców, od telewizyjnych komentatorów i od każdego, kto zaliczył semestr mikroekonomii. Te “podstawy” opierają się na jednym podręcznikowym wykresie, który zakłada, że rynek pracy działa jak targ warzywny. Wiarę w wolny rynek nazywa się tak dla niepoznaki, bo “podstawy ekonomii” brzmią poważniej niż dogmat.

Wykres, na którym opiera się straszak

Na jednej osi płaca, na drugiej zatrudnienie. Krzywa popytu firm na pracę opada, bo im drożej, tym mniej etatów. Krzywa chętnych do pracy rośnie, bo im lepiej płacą, tym więcej osób chce pracować. W punkcie przecięcia rynek ustala płacę i liczbę zatrudnionych. Płaca minimalna to pozioma kreska nad tym punktem: przy niej chętnych jest więcej, firmy chcą zatrudnić mniej, a różnicę model nazywa bezrobociem.

Podręcznikowy schemat rynku pracy: krzywa popytu firm na pracę opada, krzywa chętnych do pracy rośnie, a płaca minimalna nad punktem przecięcia tworzy lukę, którą model nazywa bezrobociem
Rynek pracy według liberalnego dogmatu. Schemat bez danych.

Rysunek opisuje, co powinno się stać, jeśli rynek pracy działa tak, jak zakłada model. Ekonomiści empiryczni od ponad 30 lat sprawdzają na danych, czy to się dzieje naprawdę.

New Jersey, czyli eksperyment, którego nikt nie planował

W kwietniu 1992 r. New Jersey podniosło stanową płacę minimalną z 4,25 do 5,05 dolara za godzinę, a sąsiednia Pensylwania została przy 4,25. David Card i Alan Krueger potraktowali to jak naturalny eksperyment i obdzwonili 410 barów szybkiej obsługi po obu stronach granicy, przed podwyżką i po niej. Według podręcznika w New Jersey powinno ubyć etatów, tymczasem zatrudnienie wzrosło tam o 13% w porównaniu z Pensylwanią. Najwięcej przybyło go w lokalach, które musiały podnieść płace.

Średnia liczba etatów w jednym barze, w przeliczeniu na pełny wymiar:

Luty 1992, przed podwyżkąListopad 1992, po podwyżceZmiana
New Jersey (podwyżka do 5,05 $)20,4421,03+0,59
Pensylwania (bez zmian, 4,25 $)23,3321,17-2,16

Źródło danych: Card i Krueger, American Economic Review 1994, tabela 3.

Krytycy zarzucali temu badaniu, że to jeden przypadek, jedna branża i dwa niewielkie stany. Card dostał w 2021 r. Nagrodę Nobla z ekonomii, między innymi za to, że na takich naturalnych eksperymentach pokazał, iż wyższa płaca minimalna nie musi oznaczać mniej miejsc pracy. Następcy powtórzyli jego metodę na znacznie większych danych.

138 podwyżek później

Doruk Cengiz, Arindrajit Dube, Attila Lindner i Ben Zipperer przebadali 138 podwyżek płacy minimalnej w stanach USA z lat 1979-2016. Liczyli, ile miejsc pracy znika poniżej nowej stawki, a ile pojawia się na jej poziomie albo tuż nad nią. Przez pięć lat po podwyżce liczba nisko płatnych miejsc pracy praktycznie się nie zmieniła, choć pensje w tej grupie wzrosły.

Dube przygotował też dla brytyjskiego ministerstwa finansów przegląd badań z całego świata. W analizowanych przypadkach płaca minimalna sięgała nawet 59% mediany płac i nadal nie było widać wyraźnych strat w zatrudnieniu, więc autor uznał jej wpływ na zatrudnienie za słaby. Mediana szacunków z USA wynosi w tym przeglądzie minus 0,17: gdy płace grupy objętej podwyżką rosną o 10%, jej zatrudnienie spada średnio o niecałe 2%. Taki koszt jest mały, ale go nie zeruję, bo wtedy robiłbym to samo co strona, z którą się spieram.

Skąd w ogóle tyle ostrzeżeń

Część odpowiedzi daje metaanaliza Hristosa Doucouliagosa i Toma Stanleya. Przejrzeli 64 amerykańskie badania nad płacą minimalną i sprawdzili, jak rozkładają się ich wyniki. Czasopisma chętniej publikowały prace, które pokazywały utratę miejsc pracy, a to skrzywienie okazało się nieco większe niż przeciętny efekt raportowany w samych badaniach. Po jego odjęciu zostaje niewiele albo nic, czyli brak wyraźnego związku między płacą minimalną a zatrudnieniem. Ostrzeżenia brały się więc częściej z tego, które wyniki redakcje uznawały za warte druku, niż z tego, co działo się na rynku pracy.

Dlaczego zatrudnienie nie maleje

Pierwszy powód to rotacja. Arindrajit Dube, T. William Lester i Michael Reich porównali obszary po obu stronach granic stanowych w USA. Po podwyżce płacy minimalnej ludzie rzadziej odchodzili z pracy, a firmy rzadziej przyjmowały nowych, przy tej samej liczbie zatrudnionych. Firma rzadziej płaci więc za rekrutację i wdrażanie nowych osób. Autorzy wiążą to z kosztem szukania pracy: kto ją zmienia, traci czas i pieniądze, więc rynek pracy nie zachowuje się jak targ z podręcznikowego wykresu.

Drugi powód widać u samotnych matek. Anna Godøy, Michael Reich, Jesse Wursten i Sylvia Allegretto sprawdzili, co podwyżki płacy minimalnej w USA zrobiły z samotnymi matkami małych dzieci. Ich zatrudnienie wyraźnie wzrosło, a mniej z nich pozostawało poza rynkiem pracy, żeby opiekować się rodziną. Autorzy tłumaczą to kosztem opieki nad dzieckiem. Przy niskiej płacy pensja nie pokrywała żłobka czy opiekunki, więc praca zarobkowa się nie spinała, a matka zostawała przy pracy opiekuńczej, równie ciężkiej, tylko nieopłacanej. Po podwyżkach część matek mogła podjąć pracę zarobkową. Efekt był najsilniejszy przy dzieciach do pięciu lat, a osoby bez dzieci nie straciły na tym pracy.

A w Polsce?

Polska przeszła w ostatniej dekadzie przez podwyżki, które według liberalnych prognoz powinny skończyć się falą zwolnień. Między 2012 a 2025 r. płaca minimalna wzrosła z 1500 do 4666 zł brutto, czyli o 211%, i doszła do 52,4% przeciętnego wynagrodzenia.

Polski Instytut Ekonomiczny sprawdził w raporcie Jędrzeja Lubasińskiego i Pauli Kukołowicz, co te podwyżki zrobiły z rynkiem pracy w 378 powiatach. Nie znalazł istotnego statystycznie wpływu ani na zatrudnienie, ani na łączną liczbę zarejestrowanych firm. Jedyny ujemny ślad to wolniejszy przyrost małych firm, od 10 do 49 pracowników, którego nie potwierdziły dane dla podregionów. W najbiedniejszej jednej trzeciej powiatów każde 10 punktów procentowych wzrostu płacy minimalnej względem lokalnej średniej podnosiło przeciętne wynagrodzenie o 4,6 punktu, więc pieniądze trafiły tam, gdzie zarabia się najmniej.

Autorzy zastrzegają, że brak wykrytego efektu nie dowodzi pełnej neutralności płacy minimalnej. Jako możliwe powody wymieniają niedobór rąk do pracy, szybki wzrost wydajności i część pensji wypłacaną poza ewidencją. To uczciwe zastrzeżenie, ale zapowiadanej przez lata fali zwolnień nie było.

Z tego samego raportu wynika rzecz politycznie ważniejsza. Ustawa wyznacza tylko dolny próg corocznej podwyżki. Gdyby rządy od 2012 r. trzymały się tego minimum, płaca minimalna wynosiłaby dziś 36% przeciętnej pensji zamiast 52%, a te szesnaście punktów różnicy dołożyły decyzje kolejnych gabinetów.

Źródło danych do wykresu: PIE, raport “Płaca minimalna i jej wpływ na rynek pracy w Polsce w latach 2012-2025”, wykres 4.

Na 2027 r. rząd ustalił płacę minimalną na 4950 zł brutto, o 144 zł i 3% więcej niż w tym roku. Polskie dane z trzynastu lat szybkich podwyżek nie dają żadnego powodu, żeby tym razem hamować, a koszt tej ostrożności poniosą najmniej zarabiający.

Adam Jura-Czarnecki

Polityk, działacz społeczny, ekonomista, zarządu Okręgu Wielkopolskiego Partii Razem. Rozwój gospodarczy powinien przede wszystkim służyć ludziom, a nie zyskom nielicznych. Tam gdzie mechanizm rynkowy zawodzi należy wprowadzić rozwiązania systemowe, które będą służyć wszystkim obywatelom. Naszą bronią jest solidarność!

Adam Jura-Czarnecki