W poprzednim tekście pisałem o tym, jak medialna wojna o schedę po Jaśkowiaku skutecznie przykrywa największą w historii Poznania aferę korupcyjną. Dziś chcę rozwinąć jeden wątek: skoro radni Koalicji Obywatelskiej tak heroicznie bronią Mariusza Wiśniewskiego, to może czas wziąć odpowiedzialność za własne słowa.
Nie dałbym mu nawet ćmika popilnować
Wiśniewski broni się argumentem, że o korupcji w ZDM dowiedział się dopiero w momencie aresztowania naczelnika. Dyrektor ZDM zgłosił sprawę policji rok wcześniej, ale miał zachować “pełną dyskrecję” – i tak też zrobił. W efekcie wiceprezydent sprawujący nadzór nad jednostką twierdzi, że był ostatni, który się o wszystkim dowiedział.
Tyle że to nie ma znaczenia. Wiśniewski odpowiadał za warunki, w których funkcjonuje ZDM. To pod jego nadzorem naczelnik przez lata mógł brać setki tysięcy złotych od deweloperów. 700 tysięcy w gotówce w mieszkaniu, 400 tysięcy w łapówkach w ciągu dwóch lat – to się nie wydarzyło z dnia na dzień.
Niezależnie od tego, czy CBA i policja kazały komukolwiek zachować poufność, czy nie – to się w ogóle nie powinno wydarzyć. A skoro się wydarzyło pod nadzorem Wiśniewskiego, to on ponosi za to odpowiedzialność.
Nie dałbym mu nawet ćmika popilnować, a co dopiero kluczową jednostkę miejską odpowiedzialną za kontakty z deweloperami.
Korupcja wymaga rozliczenia, nie medialnego cyrku
To, że Jacek Jaśkowiak całkowicie się odkleił, było dla mnie oczywiste jeszcze przed rozpoczęciem jego kolejnej kadencji. Przeraża mnie jednak, że od kilku tygodni Poznań zajęty był bardziej wojenką w KO niż rozliczaniem kolejnych korupcyjnych afer.
A przecież to jest sedno sprawy. Mamy największą aferę korupcyjną w poznańskim ratuszu od 30 lat. Naczelnik ZDM złapany na gorącym uczynku. 400 tysięcy złotych od deweloperów. CBA zapowiada kolejne zatrzymania. I co? I nic. Zamiast rozliczeń mamy teatr o tym, czy Wiśniewski to bohater, czy ofiara.
Kto odpowiada za to, że przez lata deweloperzy mogli kupować sobie przychylność urzędników? Kto stworzył system, w którym było to możliwe? Kto powinien ponieść konsekwencje – nie karne, bo od tego jest prokuratura, ale polityczne? Te pytania powinny dominować w poznańskiej debacie. Zamiast tego dostajemy wojenkę frakcji i spekulacje o tym, kto wystartuje na prezydenta.
Radni mają narzędzia – niech ich użyją
Ale skoro radni Koalicji Obywatelskiej uważają odwołanego Wiśniewskiego za bohatera i ofiarę politycznych rozgrywek – niech wezmą za to odpowiedzialność. Mają do tego narzędzia.
Mogą nie udzielić absolutorium Jaśkowiakowi w tym roku. Mogą zarządzić referendum odwoławcze z własnej inicjatywy. Zamiast toczyć pianę w mediach i udawać rozłam między radą miasta a prezydentem, radni KO mogą po prostu działać. Naważyli piwa, to czas je wypić – przecież to oni wybrali sobie człowieka, który zasiada w ratuszu.
Ale nie zrobią tego. Łatwiej zrzucić odpowiedzialność na mieszkańców i poczekać, aż sprawa się sama rozwiąże. Łatwiej krzyczeć o niesprawiedliwości niż faktycznie stanąć w obronie swojego “bohatera” tam, gdzie to coś kosztuje.
Poznań zasługuje na więcej
Jedno wiem na pewno: ani jedna frakcja Koalicji, ani druga nie zasługuje na Poznań. To miasto od dekad stało się ich korytem i polem walki o wpływy. A my, Poznaniacy, mamy większe ambicje i marzenia niż wymiana na stołku ludzi z PO.
Chcemy miasta, które nie zalewa masa deweloperska, gdzie są place zabaw, parki i przedszkola. Chcemy mieć czym dojechać do pracy i nie zapłacić jak za zboże za 15-minutowy bilet MPK. Jesteśmy jednym z 5 największych miast w Polsce, a na koncerty, wystawy i sportowe imprezy pojechać możemy do innego województwa… albo do Berlina.
Zasługujemy na więcej. I nie dajmy się nabrać na wymianę jednego delikwenta na drugiego.

